5.55 screen -r 6.00 Z #polski - reportaż 6.40 #ziarno - kanał zakonu karmelitów ircujących 7.15 @CzArOdZiEjKa z #ksiezyca 7.40 Wykopany za młodu - serial, powt. 8.05 Gdyby babcia miała wasy - IRC w przedszkolu 8.40 @BaBa z IRCa, opom lżej - teleturniej 9.10 Jeśli nie signoff, to co? - program edukacyjny 9.30 Wallop, Wallop - serial, powt. 10.05 IRCZakupy - #sexshop 10.15 Lameriada - teleturniej 10.45 Zagubiony w splicie - serial 11.30 Pan Samochodzik i niesamowity skrypt - film fab. 13.00 Były sobie odkrycia - historia IRCa 13.30 Tata, a IRCop powiedział... 13.45 Panienka z okienka - dlaczego kobiety ircują spod Windows 14.15 Losowanie IRCoLotka - zdjęto następujące bany... 14.30 Niedzielne igraszki - IRC przez modem 15.00 IRC na świecie - Burkina Faso 15.25 Dyżurny IRCop kraju 15.50 Wiadomości splitowe dla ludu ircującego 16.00 Bezopie - dramat psychologiczny 17.45 100 pytań do Afrodyty - pr. publicystyczny 18.30 K-Linia specjalna - Zyzio 19.00 Śpiewać każdy może - Szczyrk i Wrocław 19.25 Kto zabanował Królika Rogera? - anim. ASCII 20.10 Jak zdobywano link na zachód - western 22.00 Wiadomości dla ludu ircującego 22.10 Koszmar z domeny nask.pl - horror tylko dla opów 23.00 Księga dżungli - wybrany werset z RFC na niedzielę zwykłą bez opa 23.15 Klinika zdrowego IRCownika - o zbawiennych skutkach leczenia MassDeOpem 23.30 Zakończenie programu - Muzyka dla zmęczonych IRCownikow 0.00 CTRL-A-D i logout
Poniedziałek Z niczego zrobiłem coś. Po prostu kulę. No, niezupełnie. Trochę mi wyszła jajowata.
Wtorek Trzeba to trochę ulepszyć. Dodałem wodę, glebę i powietrze
Środa Nudno. Nic się nie dzieje. Trzeba posadzić roślinki. Przynajmniej coś zakwitnie.
Czwartek Zrobiłem bakterie, ryby, płazy, gady oraz ssaki. Wieczorem zrobiłem człowieka. Dam mu na imię Stasiek, Ziutek albo Kazik. Nie lepiej Adam. Jest taki duży, że zabrakło mi materiału. Piekli, że mu nudno. Zwierzęta są do pary, rośliny też, a on sam. Oddał mi żebro, więc zrobiłem mu Ewę Tak się ucieszył, że wyłączył na godzinę telewizor. Teraz żąda, żeby Ewie zabrać głos. I ciągle gada o jakimś jabłku.
Piątek Roboty przy ludziach przybyło. Jabłek im się zachciało, cholera i zjedli, a potem dostali sraczki.
Sobota Ależ ci ludzie są pracowici! Odwalili kawał roboty, jednak przy okazji trochę spartolili to moje dzieło i w tej maszynerii coś zaczyna się psuć. Kiedy oni się zorientują? Może wtedy, gdy dziura ozonowa przestanie być dziurą, a będzie brakiem ozonu.
Niedziela Idę spać. Jak skonstruują bombę atomową, to dopiero będę miał roboty! I chyba od początku będę musiał budować świat. Ale tym razem skończę na dinozaurach, albo na mrówkach. Te przynajmniej zgodnie współpracują. No i nie dzielą się na prawice, lewice, centra i inne ZetChaeNy.
|
Zostałem sam. Żona wyjechała na tydzień. Całkiem przyjemna odmiana. Myślę, że razem z psem miło spędzimy te dni...
Poniedziałek DOKŁADNIE zaplanowałem rozkład zajęć. Wiem, o której będę wstawał, ile czasu poświęcę na poranną toaletę i śniadanie. Policzyłem, ile zajmie mi zmywanie, sprzątanie, wyprowadzanie psa, zakupy i gotowanie. Jestem milo zaskoczony, że mimo wszystko zostaje mi mnóstwo wolnego czasu. Nie wiem, dlaczego prowadzenie domu jest dla kobiet takim problemem, skoro można tak szybko się z tym uporać. Wystarczy odpowiednio zorganizować sobie pracę. Na kolacje zafundowałem sobie i psu po steku. Żeby stworzyć miły nastrój, ładnie nakryłem do stołu. Ustawiłem wazon z różami i zapaliłem świece. Pies na przystawkę dostał pasztet z kaczki, potem główne danie udekorowane warzywami, a na deser ciasteczka. Ja popijam wino i palę dobre cygaro. Dawno nie czułem się tak dobrze.
Wtorek MUSZĘ jeszcze raz przemyśleć rozkład dnia. Zdaje się, że wymaga kilku drobnych poprawek. Wyjaśniłem psu, że nie codziennie jest święto, dlatego nie może się spodziewać, że zawsze będzie jadł przystawki i inne dania z trzech różnych misek, które ja musze myc. Przy śniadaniu zauważyłem, że picie soku ze świeżych pomarańczy ma jedna zasadniczą wadę. Za każdym razem trzeba potem myć wyciskarkę. Jak rozwiązać ten problem? Trzeba przygotować sok na dwa dni - wtedy wyciskarkę myje się dwa razy rzadziej. Odkrycie dnia: parówki można odgrzewać w zupie. W ten sposób ma się jeden garnek mniej do zmywania. Na pewno nie będę codziennie biegał z odkurzaczem tak jak chciała żona. Raz na dwa dni to aż nadto. Musze tylko pamiętać, żeby zdejmować buty, a psu wycierać łapy. Poza tym czuje się świetnie.
Środa MAM wrażenie, że prowadzenie domu zajmuje jednak więcej czasu, niż przypuszczałem. Będę musiał zrewidować swoją strategię. I tak: przyniosłem z baru kilka gotowych dań - w ten sposób nie strącę w kuchni aż tyle czasu. Przygotowanie posiłku nigdy nie powinno trwać dłużej niż jedzenie. Kolejny problem to słanie lóżka. Najpierw trzeba się z niego wygrzebać, potem wywietrzyć sypialnię, a na końcu jeszcze równo ułożyć pościel - zawracanie głowy. Nie uważam, żeby codzienne słanie lóżka było konieczne, zwłaszcza że i tak wieczorem człowiek musi się do niego położyć. W sumie wydaje się, że jest to czynność zupełnie pozbawiona sensu. Zrezygnowałem też z przygotowywania osobnych posiłków dla psa i kupiłem gotowe jedzenie w puszkach. Pies trochę się krzywił, ale cóż... skoro ja mogę się obyć bez domowych obiadków, on też nie powinien grymasić.
Czwartek KONIEC z wyciskaniem soku z pomarańczy! To nie do wiary, że z tym niewinnie wyglądającym owocem jest aż tyle zachodu. Kupię sobie gotowy sok w butelkach. Odkrycie dnia: udało mi się przespać noc i wysunąć się z lóżka prawie nie naruszając pościeli. Rano musiałem tylko wygładzić narzutę. Oczywiście jest to kwestia wprawy i w czasie snu nie można się za często przewracać z boku na bok. Trochę bolą mnie plecy, ale gorący prysznic powinien pomóc. Zrezygnowałem z codziennego golenia, bo to zwykła strata czasu. Zyskałem przez to cenne minuty, których moja żona nigdy nie traci, bo nie ma zarostu. Kolejne odkrycie: nie ma sensu za każdym razem jeść z czystego talerza. Ciągłe zmywanie zaczyna mi działać na nerwy. Pies też może jeść z jednej miski - w końcu to tylko zwierze. UWAGA: doszedłem do wniosku, że odkurzać trzeba najwyżej raz w tygodniu. Parówki na obiad i na kolacje.
Piątek KONIEC z sokiem pomarańczowym! Za dużo dźwigania. Odkryłem następującą rzecz: rano parówki smakują całkiem nieźle, po południu gorzej a wieczorem wogóle. Poza tym jeśli żywić się nimi dłużej niż przez dwa dni z rzędu, mogą wywoływać lekkie mdłości. Pies dostał suchą karmę. Jest równie pożywna, a miska nie jest popaćkana. Z kolei ja zacząłem jeść żupę prosto z garnka. Smakuje tak samo, a nie trzeba brudzić talerza ani chochli. Teraz już nie czuję się tak, jakbym był automatyczną zmywarką do naczyń. Przestałem wycierać podłogę w kuchni. Ta czynność irytowała mnie tak samo jak słanie lóżka. UWAGA: żegnajcie puszki!!! Nie będę brudził sobie otwieracza.
Sobota PO CO wieczorem zdejmować ubranie, skoro rano znów trzeba je włożyć? Zamiast marnować czas, lepiej trochę dłużej poleżeć. Przy okazji można zrezygnować z kołdry i odpadnie kłopot z jej porannym układaniem. Pies nakruszył na podłogę. Zbeształem go. Powiedziałem, że nie jestem jego służącym. Dziwne - nagle zdałem sobie sprawę, że moja żona też tak czasem do mnie mówi. Powinienem dziś się ogolić, ale jakoś nie mam ochoty. Nerwy mam napięte jak postronki. Na śniadanie zjem tylko to, co nie wymaga rozpakowywania, otwierania, krojenia, smarowania, gotowania ani mieszania. Wszystkie te czynności doprowadzają mnie do rozpaczy. Plan na dziś: obiad zjem prosto z torebki, nachylony nad zlewem. Żadnych talerzy, sztućców, obrusów i innych głupot. Trochę bolą mnie dziąsła. Pewnie jem za mało owoców, ale nie chce mi się ich taszczyć ze sklepu. Może to początek szkorbutu? Po południu zadzwoniła żona i spytała, czy umyłem okna zrobiłem pranie. Wybuchnąłem histerycznym śmiechem. Powiedziałem jej, że nie mam czasu na takie rzeczy. Jest pewien problem z wanną. Odpływ zatkał się makaronem. Ale niespecjalnie się martwię. I tak przestałem się kąpać. UWAGA: jem teraz razem z psem, prosto z lodówki. Musimy się śpieszyć, żeby zbyt długo nie trzymać jej otwartej.
Niedziela OGLĄDALIŚMY z psem telewizje z lóżka. Na ekranie różni ludzie zajadali przeróżne smakołyki, a my tylko z zazdrością przełykaliśmy ślinkę. Obaj jesteśmy osłabieni i drażliwi. Rano zjedliśmy coś z psiej miski, ale żadnemu z nas to nie smakowało. Naprawdę powinienem się umyć, ogolić, uczesać, zrobić psu jeść, wyjść z nim na spacer, pozmywać, posprzątać, pójść po zakupy, ale po prostu nie mogę wykrzesać z siebie dość sił. Mam problemy z utrzymaniem równowagi, zaczyna szwankować wzrok. Pies zupełnie przestał merdać ogonem. Pchani resztką instynktu samozachowawczego, wyczołgujemy się z lóżka i idziemy do restauracji, gdzie przez ponad godzinę jemy różne pyszności. Korzystamy z wielu talerzy, bo przecież nie musimy ich myć. Później lądujemy w hotelu. Pokój jest wysprzątany, czysty i przytulny. Wreszcie znalazłem sposób na zmorę tych okropnych domowych obowiązków. Ciekawe, czy kiedykolwiek przyszło to do głowy mojej żonie.
Porównanie jednej doby studenta Akademii Medycznej (AM) i Politechniki (PL) mieszkających razem.
18:00 AM: Początek ostatnich zajęć tego dnia. PL: Początek pierwszej skrzynki piwa.
20:00 AM: Wracam tramwajem na stancję. PL: W stanie "naturalnym" jadę rowerem po kolejną skrzynkę piwa, mimo że pada śnieg i jest zimno.
21:00 AM: Piję pierwszą tego wieczoru kawę. PL: Pierwszy raz tego wieczoru jadę na izbę wytrzeźwień
22:00 AM: Zaczynam pierwszą tej nocy 1000-stronicową książkę. PL: Zaczynam pierwszą tej nocy ucieczkę z izby wytrzeźwień.
23:30 AM: Nadal czytam. PL: Nadal uciekam.
24:00 AM: Wycieńczony książką sięgam po 800-stronicowy skrypt. PL: Wycieńczony bieganiem, wskakuję do rzeki i uciekam wpław.
2:00 AM: Czytam kumplom śmieszne zdania z książki. PL: Opowiadam kumplom, jakie to uczucie dostać paralizatorem.
3:00 AM: Z braku książek sięgam po Panoramę Firm i Książkę Telefoniczną. PL: Z braku napojów energetycznych, wzmagających wyobraźnię, udaję się w podróż rowerem do najbliższego nocnego
4:00 AM: Kumple też czytają PF i KT (nie mogę nic z nich zrozumieć). PL: Kumple nadal piją i coś gadają, ja tylko piję...
4:30 AM: Piję, nie wiem którą kawę. PL: Nie wiem, gdzie jadę.
4:45 AM: Urządzamy z kolegami konkurs "1 z 10-ciu" z wiedzy o Panoramie Firm. PL: Urządzamy konkurs "kto szybciej wózkiem dookoła supermarketu".
5:15 AM: Znów wygrałem! Bochenek i Stryer się nie odzywali... PL: Znów wygrałem! Piast i Żywiec utknęli w zaspie!
6:00 AM: Jestem wykończony, nigdy już nie będę tak długo się uczył. PL: Jestem wykończony, tłumaczę znakowi "STOP", że już nigdy nie będę pił.
6:15-7:30 AM: Śpię w ubraniach - szkoda ściągać na tak krótko. PL: Śpię z dwoma kumplami w wannie, która dryfuje po wodach parku.
7:30 AM: O, już 7:30? ZASPAŁEM! PL: O! Chłopaki, to jest Bałtyk? Który mamy rok?
7:45 AM: Idę się umyć... Gdzie jest wanna??? I ten jełop z PL? PL: Kurcze, dzisiaj czwartek. Dzień kąpieli dla Medyka...
7:50 AM: ...znowu wypił Domestosa... PL: ...ale zgaga... to po tym likierze pewnie...
8:00 AM: Biegnąc na uczelnię, widzę trzech kloszardów w wannie. Myślę - "co to za życie..." PL: Wczoraj widziałem białe myszki, a dziś duchy w białych fartuchach. Czas wracać do domu...
9:00 AM: chce mi się spać, idę po kawę PL: chce mi się spać, idę spać
12:00 AM: Przewracam się ze zmęczenia PL: Przewracam się na drugi boczek
13:00 AM: Za twarde siedzenia na tych salach PL: Mama kupiła mi za miękką poduszkę...
15:00 AM: Znowu zapomniałem zjeść PL: Znowu zapomniałem pójść na zajęcia
15:05 AM: Trudno, napiję się kawy PL: Trudno, zrobię ksero
16:00-17:30 AM: Oglądam preparaty i notuję wykłady PL: Oglądam telewizję i gram w Tekkena
18:00 AM: Ledwo żyję, chcę do domu! PL: Ale mam kaca! Chcę do mamy!
20:15 AM: Cześć, Głąbie! Ale miałem ciężki dzień... PL: cześć, Medyk! Ty chyba nie wiesz, co znaczy ciężki dzień...
|